piątek, 3 stycznia 2014

Rozdział 9

  Rozdział dedykuję:
Rose i Lenie

    Szczerze mówiąc nie chciałam wstawać jeszcze z łóżka. Szczelniej owinęłam się w kołdrę i z powrotem położyłam głowę na miękkiej poduszce. Mój policzek przylegał do klatki piersiowej Harr'ego. Nie powinnam się tak zachowywać. Nie powinnam wychodzić w dniu moich urodzin z domu, nie powinnam spotkać Hazzy. To wszystko co działo się w ciągu najbliższego tygodnia nie powinno mieć miejsca ale przecież czasem w życiu popełniamy błędy. Świadomie czy nie ale je popełniamy.
    Powoli przeciągnęłam się w łóżku i chyba przy tym musiałam uderzyć bruneta bo usłyszałam niezadowolony pomruk. To dziwne ale zachowujemy się normalnie jak małżeństwo. "Jak małżeństwo powiadasz? Mary ale ty jesteś niedorozwinięta. Lepszych porównań nie masz?". Zaśmiałam się w duchu z tego mojego głosu który coraz częściej mi dokucza. Kątem oka zauważyłam, że "mój mąż" ma już otwarte oczy. Wyglądał pięknie. Z resztą jak zwykle. On chyba nic ze sobą nie musi robić, a i tak prezentuje się bosko.
-Dzień dobry, królewno.- powiedział ospale. Nigdy nie lubiłam jak ktoś tak na mnie mówił ale w jego ustach brzmiało to pięknie. Od razu pokochałam ten zwrot. 
-Hej.- uśmiechnęłam się promiennie i powoli usiadłam na łóżku. Na sobie miałam tą samą sukienkę a włosy były poburzone. Co ja się dziwię.
-Idziesz już?- jęknął z niezadowolenia. Ja też chętnie bym tu została.
-Wiesz co będzie jeśli nie wrócę.- odpowiedziałam z lekkim smutkiem. Tak właściwie to Katie już pewnie jest w domu i tak pewnie mnie szukają, więc co mi szkodzi zostać chwilę dłużej.
-Zostań chociaż na śniadanie.- o tak! Z wielką chęcią.
-A co masz zamiar przygotować?- chciałam się jeszcze z nim podroczyć.
-Wszystko co najlepsze dla mojej księżniczki.- jeju! Jak to pięknie zabrzmiało. Chciałabym być taką jego księżniczką.
-W takim razie zostanę.- na twarz Hazzy wkradł się szczery uśmiech. Uwielbiam oglądać te śliczne dołeczki. Szczęśliwy Harry to taki jakiego lubię najbardziej. Po chwili zdałam sobie sprawę, ze ciągle się na niego gapię. W ekspresowym tempie odwróciłam wzrok. - Pójdę tylko do łazienki.- wydukałam. Przemierzając korytarz patrzyłam się na kolorowe obrazy powieszone w holu. Muszę powiedzieć, że idealnie komponowały się z szarościami ścian. Weszłam do łazienki i odeszłam do lustra. Wyglądałam koszmarnie. Rozmazany makijaż, opuchnięte oczy i kołtuny na włosach. Nie mogąc patrzeć dłużej na swoje odbicie wskoczyłam pod prysznic. O wiele lepiej jest się tak odświeżyć. Po kąpieli przetarłam twarz mięciutkim ręcznikiem, który odrobinę pachniał miętą. Teraz wyglądam o niebo lepiej. Dziękuję, ze wynaleziono prysznic! Wyszłam z łazienki i skierowałam się w stronę kuchni. Zapach gofrów roznosił się po całym mieszkaniu. W pomieszczeniu natknęłam się na Hazzę, który przez nieuwagę przypalił część naszego śniadania. Szybko podbiegłam do kuchenki i zaczęłam ratować jego gofra. Przysięgam, że gdyby nie Hope to pewnie nie umiałabym zrobić sobie teraz zwykłej herbaty. Zawsze gdy wchodzę do kuchni z zamiarem przygotowania sobie czegokolwiek wyprzedzają mnie te wszystkie kuchareczki z tekstem "Niech panienka zostawi. Ja wszystko zrobię." Najgorsze jest to, ze nie przyjmują odmowy. Gdy opanowałam sytuację postanowiłam napisać do Katie żeby teraz ratowała mnie przed rodzicami i zadzwonić do Hope. Wyjęłam telefon i zobaczyłam, że mam aż dwadzieścia nieodebranych połączeń od rodziców. Szybko wystukałam sms'a do ciotki, w którym poinformowałam ją, ze jestem bezpieczna i żeby mnie kryła przed rodzicami. "No to sobie nagrabiłaś Mary." Tym razem mój wewnętrzny głos się nie mylił. Zapewne zaraz po moim powrocie czeka mnie długa pogadanka na temat mojego nieodpowiedzialnego zachowania. Wybrałam numer do mojej opiekunki i czekałam aż odbierze.
-Mary?- nie kryła zdziwienia w głosie.
-Hej, Hope. Chciałam tylko spytać co u ciebie i kiedy wrócisz.- odpowiedziałam szybko.
-Ah, w większości spędzam czas z rodziną. Bilety powrotne mam na dwudziestego szóstego listopada.- jeszcze ponad tydzień. To i tak krótko.-A u ciebie wszystko w porządku.- nie wiedziałam czy mam powiedzieć jej o Harry'm.
-Tak, właściwie wszystko jest dobrze.- stwierdziłam, że jak wróci to jej o wszystkim powiem- Ja już muszę kończyć. Pa.- nie czekając na odpowiedź nacisnęłam czerwoną słuchawkę i wrzuciłam telefon na dno torebki. Popędziłam do kuchni bo byłam już strasznie głodna. Wchodząc do pomieszczenia moim oczom ukazały się smakowicie wyglądające gofry z czekoladą i owocami. Do kubków ze śmiesznymi napisami Hazz wlał chyba gorące kakao. Nie myśląc dłużej zabrałam się za zjadanie naszego posiłku. Po wzroku chłopaka mogłam wywnioskować, że jest ciekawy z kim rozmawiałam.
-Dzwoniłam do Hope.- powiedziałam gdy przełknęłam ostatni kęs mojego śniadanka. Pewnie już zaspokoiłam jego ciekawość. Po wypiciu napoju wstałam od stołu i pozbierałam naczynia.
-Musisz już iść, prawda?- powiedział ze smutkiem gdy odstawiałam ostatni talerz.
-Niestety. Moja mama w ciąży, a to dobrze nie wróży.- zaraz, zaraz wygadałam się o ciąży?
-Twoja mama jest w ciąży?- powtórzył moje słowa.
-Tak, dowiedziałam się wczoraj. Tylko proszę nie mów nikomu czy coś.- zaśmiała się.
-Jasne, będę to trzymał tylko dla siebie.- uśmiechnął się w momencie gdy ja otwierałam drzwi wyjściowe.
-To cześć.- powiedziałam.
-Nie chcesz żebym się odprowadził?- pokiwałam przecząco głową.-W takim razie cześć.- odwróciłam się i przyciągnęłam go do siebie. Wtuliłam twarz w zagłębienie między szyją, a obojczykiem i ostatni raz zaciągnęłam się jego zapachem.
-Dziękuje.-wyszeptałam.
    Droga do pałacu była dość łatwa. Żadnych przeszkód. Powoli weszłam do domu. Nie musiałam wślizgiwać się tylnym wejściem bo i tak rodzice o wszystkim wiedzieli. No może nie o wszystkim.
-Gdzieś ty do cholery była?!- milutkie powitanie muszę powiedzieć.


 
"My world, my choice"


***
Hej kochani!  Na początek chcę znowu bardzo serdecznie podziękować z komentarze. One dodają motywacji. Jak widzicie na końcu dodałam zdjęcie. Tak strasznie mi się podoba, że...Ah, mój Hazzuś :3 Jest taki słodki...Dobra koniec moich wywodów. Wam też się podoba? Dziś kończymy nasz "maraton". 

czwartek, 2 stycznia 2014

Rozdział 8

    -Ej maleńka może się zabawimy?- usłyszałam za sobą śmiech. Po co ja wychodziłam z tego klubu? Zawsze sprowadzam na siebie kłopoty. Przyśpieszyłam kroku. -Zaczekaj, jeszcze nie skończyłem!- poczułam ucisk na ramieniu.- Czy księżniczka nie powinna być w swoim pałacu?- poczułam mocny zapach alkoholu. Bałam się jak cholera. Co ja zrobię? Ten koleś odwrócił mnie do siebie twarzą, przyparł mnie do ściany i zaczął obmacywać. Trzęsłam ze strachu i zimna.W pewnej chwili przyszło na myśl to dawne lekcje samoobrony. Nie zastanawiając się dłużej kopnęłam tego faceta w krocze a gdy zaczął się zwijać z bólu popędziłam przed siebie.-Dogonię cię, zobaczysz!- o nie! Do domu jeszcze daleko. Przez głowę przeleciała mi pewna myśl. Nie, nie pójdziesz do Harrego. Pijany facet był coraz bliżej mnie. Szybko skręciłam w uliczkę prowadzącą do apartamentu Hazzy. Popędziłam przez hol dostając się tym samym do windy. Pierwsze piętro, drugie, trzecie. Niech to szybciej jedzie. Gdy dotarłam na miejsce jak oparzona pobiegłam pod mahoniowe drzwi. Drżącą ręką zapukałam w drewno, a po chwili rozległ się dźwięk przekręcanego zamku.
-M...Mary?- nic nie odpowiedziałam tylko najzwyczajniej w świecie się do niego przytuliłam.  Całkowicie się rozkleiłam i zaczęłam cicho łkać. Hazz objął mnie w talii i zaprowadził do salonu.
-Ja przepraszam. Nie powinnam ci teraz włazić na głowę.- powiedziałam gdy usiedliśmy na białej kanapie.
-Co się stało?- spytał z troską na co jeszcze głośniej się rozpłakałam.Brunet przyciągnął mnie do siebie, a ja położyłam głowę na jego klatce piersiowej.
-Ja...moja ciocia przyjechała...i...i...poszłam z nią do klubu, a potem wyszłam i jakiś pijany facet mnie złapał...-kątem oka zobaczyłam jak linia szczęki chłopaka się napina a oczy robią się coraz ciemniejsze.Był zły
-Coś ci zrobił?- w jego głosie wyczułam chłód. To nie było przyjemne.
-Nie, to znaczy próbował ale mu się wyrwałam.- szybko zakryłam ramię na którym widniały świeże zadrapania i trochę krwi. Mocniej wtuliłam się w Harrego. Trochę się rozluźnił co mnie uspokoiło. Nie wiem czy byłam bardziej wkurwiona na Katie za to, że wyciągnęła mnie w to miejsce czy na siebie za to, że się zgodziłam. Ne powinnam była się tak narażać. To nieodpowiedzialne.
    Obudziłam się w nocy gdy ktoś kładł mnie na łóżko. Musiałam zasnąć na kanapie. Usłyszałam kroki w kierunku drzwi.
-Harry, zostań tu ze mną.- powiedziałam sennym głosem. Po chwili poczułam jak  materac ugina się pod ciężarem ciała chłopaka. Niepewnie przysunęłam się do bruneta, a on objął mnie ramieniem. To wspaniałe uczucie. Być takim potrzebnym i kochanym. Harry dawał mi to szczęście. Zauważyłam, że gdy spędzam z nim czas częściej się uśmiecham i zapominam o tych wszystkich problemach. 
    Otworzyłam oczy i mimowolnie na moją twarz wkradł się uśmiech gdy poczułam przyjemne ciepło. Powoli obróciłam się na drugi bok kierując swój wzrok na śpiącą twarz Harrego. Delikatnie wysunęłam rękę spod kołdry i na palcu zakręciłam jednego loczka chłopaka. 
-Chyba się w tobie zakochuję Harry.- powiedziałam najciszej jak tylko się dało bo chyba sama nie byłam pewna tych słów.


"Shut the door
Turn the light off
I wanna be with you
I wanna feel your love
I wanna lay beside you
I can not hide this even though I try"

***
Przepraszam, że takie krótkie ale dziś kompletnie nie miałam głowy do pisania. Wiem, że ten rozdział to takie...hmmm...(zabrakło mi słowa). A tak w Serdecznie zapraszam do Emmy na naszego wspólnego imagina z Li. Pisałyśmy to chyba ponad 2 godziny ale się opłacało bo uważam, że wyszedł zajebisty (skromność najważniejsza!). <klik> 
Zapraszam również na aska

środa, 1 stycznia 2014

Rozdział 7

Co?! W ciąży?! Oni chyba sobie ze mnie żarty robią. Boże drogi w ciąży?! To z pewnością nie jest odpowiedzialne zachowanie. Ciekawe kiedy media się dowiedzą. Jak oni utrudniają życie! Teraz to wiadomo, że nie będę mogła wyjść spokojnie z domu bez gromadki fotoreporterów.
-Nie cieszysz się skarbie?- oczywiście kurwa, że się nie cieszę!
-Nie?! - wrzasnęłam i pobiegłam do pokoju. Jak oni mogli coś takiego zrobić? To jest nienormalne. W tym wieku? Boże! Jak to wszystko skomplikuje! Położyłam się do łóżka w celu uspokojenia moich myśl. Sama nie wiem dlaczego ostatnio się tak zachowuję. Tak...agresywnie? W życiu nie podniosłabym głosu na moich rodziców. Czuję się z tym wszystkim źle.
-Catherine!- usłyszałam krzyk z dołu. Pewnie moja ciocia przyjechała. Chcąc czy nie chcąc muszę tam iść. Wstałam i wolnym krokiem zwlekłam się z łóżka. Odetchnęłam głęboko zanim na mojej twarzy pojawił się fałszywy uśmiech.
-Mary!- ciocia podbiegła do mnie i mocno mnie przytuliła.
-Katie.- zaśmiałam się.
-Ile razy mam ci powtarzać żebyś zwracała się do ciotki pełnym imieniem?!- matka była zła. Kobieto wyluzuj!
-Mi to nie przeszkadza. Kochana ale ty urosłaś! Przede mną stoi właśnie pełnoletnia kobieta!- wykrzyczała te słowa jakby nie mogła w to uwierzyć. Katie nigdy nie przestanie mnie zadziwiać. Postawiła się babci i  uciekła z kraju. Nawet nie wiem gdzie aktualnie mieszka. Pewnie gdzieś w Australii. Ciocia jest dużo młodszą siostrą mamy. Jest starsza ode mnie o siedem lat. Bardzo młodo wygląda. Jej naturalnie ciemne włosy pięknie kontrastują z niebieskimi oczami. Jest bardzo opalona. Na pewno często przebywa gdzieś na piaszczystej plaży smażąc się jak frytka w oleju. Moja mama nigdy za nią nie przepadała. Ciocia jest trochę...szalona? Zwariowana? Ciekawe czy już wie o ciąży.
-Ja pójdę do siebie.- wyminęłam mamę i skierowałam się do pokoju. Usiadłam na parapecie i tępo wpatrywałam się w krajobraz za oknem. Z zamyślenie wyrwał mnie dźwięk przychodzącego sms'a. Podniosłam telefon i odczytałam wiadomość.
"Tęsknię. Hazz"
Skąd on ma mój numer? A no tak Hope. Coś czuję, że oni spiskują ze sobą za moimi plecami. Nie zdążyłam odpisać bo usłyszałam radosny pisk.
-Hej!- moim oczom ukazała się Katie. Ona nigdy nie pukała.- Wiesz tak sobie myślę, że wieczorem wyskoczymy do klubu się trochę napić.- spojrzałam na nią jakby przyleciała z innej planety. Czy ja dobrze usłyszałam? Mam iść do klubu? Się "trochę napić"?! Ona chyba rozum straciła.
-Czy ty siebie słyszysz? Wiesz co powiedzą rodzice?- machnęła ręką. Jak zawsze na wszystko przymyka oko.
-Oj, daj spokój przecież nie powiemy nic rodzicom. Mama jest w ciąży i powinna oszczędzać nerwy.- ah czyli już wie.
-Po co tu przyjechałaś?
-No wiesz El mnie poprosiła. Wyjechała ta twoja opiekunka Han?
-Hope.- poprawiłam ją. Czyli mama chciała żeby Katie się mną "zaopiekowała"?
-Słuchaj. Wiem, że jesteś zła za ta ciążę ale nie powinnaś się tak zachowywać. Z opowieści twojej babci mama też nie była zachwycona gdy ja miałam się urodzić.- ale wyznanie...- A co do tego klubu to musisz się rozerwać. Niedawno miałaś urodziny. Założę się, że spędziłaś je w łóżku opłakując swoje marne życie.- marne życie? Że co proszę?
-Dobra niech ci będzie pójdę do tego klubu.- po tych słowach w pokoju rozległ się pisk. Moja ciotka jest naprawdę walnięta. Szybko wstała z łóżka i zbiegła na dół. Po chwili wróciła  jak się domyślam z sukienką.
-To twój strój na wieczór.- oznajmiła. O nie, nie ja tego w życiu nie ubiorę. To zakrywało ledwo co mój tyłek. Nie miało ramiączek i było całe w cekinach. Oczywiście czarnych. Do tego postawiła na moim łóżku ciemne szpilki. Posłałam jej spojrzenie typu "Chyba sobie ze mnie jaja robisz. Nigdy tego nie założę". Oczywiście kłóciłyśmy się przez dwie godziny na temat doboru ubrań przez nią. Ostatecznie wygrała. Zgodziłam się założyć to na ten jeden wieczór. Mam nadzieję, że nikt wśród tych pijanych gości mnie nie rozpozna. To by było straszne. Katie zabrała się do mojego makijażu. Wyglądałam okropnie ale przynajmniej są mniejsze szanse, że ktoś mnie pozna. Wychodząc zostawiłam kartkę na stoliku informującą o moim wyjściu na spacer z Catherine. Po dotarciu do klubu Katie szybko znikła mi z oczu. Jak zwykle. Usiadłam na stołku i zamówiłam jednego drinka. Nie czułam się tu bezpiecznie. Co chwile koło mnie przechodzili pijani faceci i proponowali taniec. Próbowałam wypatrzeć ciocię ale znikła na dobre. Taka impreza nie była z pewnością dla mnie. Po jakimś czasie stwierdziłam, że lepiej pójdę do domu. Na dworze było zimno. Przechodziłam właśnie przez jedną z nieciekawych dzielnic. Marzyłam żeby znaleźć się w domu. Nigdy więcej nie dam się namówić na coś takiego. To niby Katie miała się mną opiekować? Czemu ja muszę być taka głupia i zawsze komuś ulegać. Wzdrygnęłam się gry usłyszałam za sobą śmiech.
-No proszę, proszę. Kogo my tu mamy.

***
Hej kochane. Jak tam sylwester minął? Mam nadzieję, że nie zaszalałyście za bardzo. Wpadajcie na aska./Lilly